W trakcie mojego długiego letniego urlopu powzięłam postanowienie, że czas najwyższy zrobić…życiową formę i jeszcze bardziej zadbać o zdrowie. Niby trenowałam, niby wiedziałam co jest zdrowe, ale… czułam że to trochę na pół gwizdka. A ja nie lubię robić nic na pół gwizdka. No więc padło: “to co, robimy formę?” No i się stało. Dzień “0” przypadł na 1 września.  Minęło już prawie 8 tygodni, a ja opowiem Ci co zmieniłam w swoim życiu 1 września.

DLACZEGO ?

Od dłuższego czasu czułam, że jeśli chodzi o moją formę fizyczną, to mogłoby być dużo lepiej. Zawsze byłam aktywna, nigdy nie unikałam sportu, a wręcz przeciwnie. Dlatego też zdawałam sobie sprawę, że trochę się rozleniwiłam i przestałam wymagać od siebie więcej. Bardzo możliwe, że ta część mnie, która odpowiada za współzawodnictwo i konkurowanie, właśnie w tym momencie dała o sobie znać. Myśl narodziła się w mojej głowie i coraz częściej o sobie przypominała. Nie chciałam podejmować decyzji impulsywnie, nie chciałam by to była tymczasowa zmiana. Chciałam konkretów. Chciałam planu. Chciałam widzieć rezultaty.

KIEDY ?

Plan w głowie zrodził się już na początku wakacji. I w sumie, kiedy byłby lepszy czas na to, by zacząć zmianę swoich nawyków żywieniowych, bardziej zadbać o zdrowie od środka, a także o to jak jędrne są moje pośladki…? W planie był jednak urlop w Polsce, więc trochę idąc na łatwiznę, zdecydowałam: 1 września. Ale przecież nie powinno się odkładać, trzeba zacząć już tu i teraz. Znam siebie i wiem, że jeśli nie jestem do czegoś dobrze przygotowana, to nie po prostu mogę nie wytrwać. Tak też było w przypadku robienia formy i zadbania o zdrowie. Musiałam zgłębić swoją wiedzę, zadbać o detale, zrobić plan i świadomie podjąć decyzję o stałych zmianach.

JAK ?

Nie będę tu nikogo czarować. Początkowo chciałam zrzucić kilka kilogramów, ale w trakcie, mój plan uległ lekkiej zmianie. Owszem, zważyłam się, ale postanowiłam, że będę bazować na centymetrach, jędrności skóry, budowaniu mięśni, siły i kondycji. Plan musiał być realny, rozsądny i bez żadnych śmiesznych diet. To, co było niezbędne, to: zdrowy rozsądek, zdrowe odżywianie i treningi. Wiedziałam, że żadne restrykcyjne diety nie wchodzą w grę bo po pewnym czasie mi się po prostu znudzą, a przecież plan zakładał zmianę na dobre. Nie chciałam przewracać swojego życia do góry nogami, wyrzucać wszystkiego z kuchni i przejść na weganizm. Nie. Chciałam by to, co lubię gotować dostosować i ewentualnie delikatnie je zmodyfikować tak, by było zdrowiej.

REZULTATY PO NIECAŁYCH DWÓCH MIESIĄCACH

Nie, nie pokażę swojego zdjęcia “przed i po” bo po pierwsze: nie wyznaczyłam sobie żadnej konkretnej daty ukończenia- tak jak już wspomniałam, jest to zmiana na stałe; po drugie: nie uważam, żeby to było komuś potrzebne; po trzecie: nie jest to Instagram Ewy Chodakowskiej. Jedyne, co mogę Ci powiedzieć, to że jedynie po pierwszym miesiącu zgubiłam: 3 cm w talii, 3 cm w każdym udzie, 4 cm w biodrach. Czy dużo? Dla mnie tak. Czuję, że mam jeszcze więcej energii, nie szukam wymówek od treningów, szukanie zdrowszych przepisów stało się moją  ulubioną częścią tygodnia, kiedy siadam do planowania posiłków, a lepsze funkcjonowanie mojego ciała i świadomość, że robię dla siebie coś dobrego, jest warta zachodu.

CO ZMIENIŁAM?

  1. Nie jem przetworzonych słodyczy!
    Uwierz mi, że jeśli ja potrafię, to Ty też. Nie biorę do ust żadnych przetworzonych, rakotwórczych sklepowych słodyczy, zrobionych w 99% z białego cukru bo mam przed oczami te wszystkie skutki, które powoduje jedzenie ich. Nie będę się tu wymądrzać. Jeśli masz ochotę, poszerz wiedzę. Słodycze zastąpiłam deserami przyrządzanymi z przepisów Livia`s Kitchen, Deliciously Ella czy też Domaszz (Instagram), czyli na bazie zdrowych składników takich jak: syrop klonowy, mąka owsiana, ryżowa, orzechy, masło orzechowe, owoce, daktyle, mleko kokosowe itd. Najlepiej domowej roboty, bo wtedy w 100% wiem, co jest w środku.
  2. Ćwiczę regularnie
    Trening co drugi dzień jest wpisany w mój kalendarz jako zadanie obowiązkowe, które przy okazji przynosi wiele satysfakcji. Jeśli jednego dnia nie mogę zrobić treningu, później robię je dwa dni pod rząd. Przeplatam treningi siłowe, tabaty z pilatesem, jogą i bieganiem. W większości są to treningi w domu. Nie ma tu jednak miejsca na nudę. W dzisiejszych czasach chyba nie trzeba nikomu uświadamiać korzyści płynących z aktywności fizycznej.
  3. Dokonuję zdrowszych wyborów, ale zachowuję zdrowy rozsądek.
    Jeśli w danym momencie nie mam możliwości zjedzenia zdrowego, pełnowartościowego posiłku, z dostępnych wybieram najzdrowszą opcję. W niespełna miesiąc wyleczyłam się z uzależnienia od Doritosów, do sklepowych słodyczy nie ciągnie mnie ani trochę, ale jeśli ktoś zaserwuje mi porcję domowej szarlotki czy sernika, nie ma opcji, że odmówię. Nie ma co udawać, że motywacja jest zawsze na wysokim poziomie. Nie jest. Jedynie silna wola i zdrowy rozsądek pozwalają mi trzymać się wyznaczonej drogi, a wizja rezultatów w postaci długich lat życia w zdrowiu, niezmieniającej się kondycji fizycznej i jędrnego ciała, sprawia, że nie mam ochoty przestawać walczyć o siebie.
  4. Dbanie o swoje zdrowie stało się moją pasją.
    Przygotowany dzień wcześniej zdrowy posiłek do pracy, własnej roboty batonik, czy duża ilość wypitej wody w ciągu dnia sprawiają, że czuję się naprawdę dobrze w swoim ciele i chcę więcej. Od początku wiedziałam, że stać mnie na dużo więcej, a teraz wiem, że stać mnie na wszystko, co tylko chcę osiągnąć. A ja chcę i to dużo.

CO JESZCZE CHCĘ ZMIENIĆ

Ja zawsze do postawionego sobie celu podchodzę bardzo ambicjonalnie.  No tak mam i już. Wiem też, że jestem zapaleńcem i czasami chcę wszystko na już, na teraz. Niestety nic tak w życiu nie przychodzi. Jedynie ciągła, mozolna, nieustająca walka przynosi rezultaty. Dlatego cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Niezbyt wychodzą mi również regularne posiłki. Czasami śniadanie jem 6.30, a drugi posiłek dopiero o 14. Wypadałoby znaleźć 5 minut na małą przekąskę w międzyczasie. Pomysły na lekkie kolacje są również na mojej liście “to do”.

JAKIE WYKONUJĘ TRENINGI?

Zazwyczaj przeplatam ze sobą treningi Ewki: Skalpel Wyzwanie, Bikini, Turbo, Killer, Extra Figura z treningami Kasi Kępki i Szymona Gasia. Czasami ćwiczę też z Tomkiem Choińskim, Mel B, Kasią Bigos, joga z Małgosią Mostowską. Biegam różnymi trasami po mojej wiosce, w większości staram się robić interwały. Joga- swoje ćwiczenia, czasami z youtuba. Do tego dochodzą sesje medytacji, które również włączam do mojego kalendarza treningów.

WNIOSKI PO PRAWIE 8 TYGODNIACH

  1. Przyzwyczajenie/uzależnienie od słodyczy minęło mi bardzo szybko. Już po dwóch dniach nie odczuwałam potrzeby zjedzenia czegokolwiek słodkiego do kawy.
  2. Regularne treningi na nowo weszły mi w krew i przestałam szukać wymówek do niezrobienia treningu (zmęczenie po pracy, coś ważniejszego do zrobienia, chęć posiedzenia z książką zamiast treningu). Satysfakcja zaraz po ćwiczeniach i pierwsze efekty są bardzo motywujące, ale trzeba pamiętać, że motywacja nie zawsze jest na takim samym poziomie, a nasz mózg bazuje na nawykach i przyzwyczajeniach.
  3. Zdrowe odżywianie, mimo wcześniejszej wiedzy na ten temat jest dla mnie ważnym elementem dbania o siebie i najbliższych. Umiem świadomie zrezygnować z produktów, które mi nie służą, a które do niedawna stanowiły duży odsetek w moim żywieniu.  Dla przykładu, kiedyś potrafiłam zjadać dwie paczki dużych Doritosów tygodniowo. W poprzednim tygodniu na nowo je spróbowałam i ….nie pamiętam, o co chodziło z tym uwielbieniem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy uświadomiłam sobie, że nie smakują mi już tak jak dawniej.
  4. Nic na siłę. Nie potrzebowałam schudnąć na: urlop, wesele, studniówkę itd. Potrzebowałam za to poczuć się lepiej w swoim ciele, tzn zdrowiej, bez bóli brzucha i głowy. Potrzebowałam też więcej energii do działania.

Na tą chwilę to chyba wszystko, jeśli chodzi o moją małą przemianę. Bacznie obserwuję swoje ciało, jego reakcje na zmiany. Czuję, że to była dobra decyzja podjęta w dobrym czasie. Nie wywieram na sobie żadnej presji, ale staram się robić wszystko najdokładniej jak potrafię. Na pewno dam wam znać, jak miną mi kolejne tygodnie. Tymczasem trzymaj za mnie kciuki bo w momencie, kiedy czytasz mój wpis, ja zapewne korzystam już z uroków Sycylii.