Witam was w ten pochmurny i deszczowy (przynajmniej w Anglii) poniedziałek. Pogoda nie nastraja pozytywnie, wszyscy już z utęsknieniem czekają na ciepłe wiosenne słoneczko, a w Tesco można już znaleźć wielkanocne króliczki…. Ja też czekam, ale na razie nie widać perspektyw na poprawę pogody, trzeba więc w oczekiwaniu zająć czymś myśli i ręce. Ja podjęłam się kolejnego projektu w moim domku.

Metamorfoza toalety, która znajduje się na parterze, zaraz przy wejściu do domu, była jednym z pierwszych pomysłów na zmianę w domu. Korytarz jest dość mały, potrzeba było więc miejsca na buty, płaszcze i inne przedmioty, które zazwyczaj trzyma się przy drzwiach wyjściowych.

Lista projektów była (i nadal jest) dość długa, wiedziałam zatem, że trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość. Z perspektywy czasu widzę, jak dużo udało nam się osiągnąć w ciągu 1,5 roku od przeprowadzki. Tym razem przyszła pora na toaletę. Oprócz tej na dole, mamy jeszcze łazienkę gościnną i on suite, przy naszej sypialni. Nie czułam potrzeby, by mieć trzy toalety w dwu-sypialnianym domu. 1,5 łazienki przypadające na osobę to zdecydowanie za dużo.

Jak widzicie, pomieszczenie to nie służyło nam jako toaleta, a bardziej za schowek na milion różnych rzeczy, które do tej pory nie znalazły swojego miejsca. Zaglądałam tam bardzo rzadko bo strasznie irytował mnie ten bałagan. Na szczęście pod koniec ubiegłego roku nareszcie się z nim rozprawiliśmy.

Plan był następujący:

  1. Pralka z kuchni, której miejsce zajęła zmywarka musiała znaleźć się gdzie indziej. Innego pomieszczenia gospodarczego niż toaleta nie mamy,więc decyzja podjęła się sama.
  2. Trzeba było usunąć zlew i kibelek.
  3. Wyrównać ściany.
  4. Pomalować ściany.
  5. Podłączyć pralkę.
  6. Przy pralce musiało znaleźć się miejsce na wszystkie produkty do prania, stąd szafka w samiutkim rogu- miejsce wykorzystane do maksimum.
  7. Projekt: półki na buty, blat nad pralką, rurka na wieszaki

Chciałam by w końcu większość naszych butów była  w jednym miejscu. Jedynie kilka par ulubionych szpilek trzymam w szafie w sypialni. Letnie sandałki i buty, których nie używamy w tym sezonie, znalazły się w pudełkach na wyższych półkach.  Te natomiast buty, które są noszone najczęściej, stoją luzem.  Musiało znaleźć się miejsce na kurtki, płaszcze – również chciałam, by wszystko było w jednym miejscu. Dzięki temu odzyskałam sporo miejsca w pozostałych szafach i zauważyłam, że częściej noszę buty, które teraz są  na wyciągnięcie ręki, a jeszcze do niedawna musiałabym ich szukać.

Na początku nie miałam pomysłu na kolor ścian. Przez brak okien w pomieszczeniu, był tylko jeden warunek-kolor musiał być jasny. Na szczęście w porę przypomniało mi się o moim ukochanym miętowym, nie tylko na ścianach, ale także w dodatkach. Ikea pod tym względem jest niezawodna.

Po zainstalowaniu pralki, poradziliśmy już sobie sami. Mąż spisał się na medal i jak zwykle (skromnie mówiąc) wyszło tak jak chciałam. Mimo, że pomieszczenie jest malutkie, spełnia swoją rolę, dużo częściej tam zaglądam, przez pierwszy tydzień nawet tylko po to, by się nacieszyć porządkiem i efektem końcowym.


Projekt technicznie jest skończony. Ja chciałam wprowadzić trochę więcej dekoracji. Zainspirowana Nikki z Athomewithnikki i jej projektem w pralni:

przelałam płyn do płukania w piękną buteleczkę, kapsułki do prania są w szklanym słoiczku, a to wszystko stoi na tacce na blacie, wraz z małym kwiatkiem. Potrzebuję jeszcze kilku pojemników na drobiazgi, pudełeczek i małego żyrandola.

Jestem bardzo zadowolona z tego projektu. Wyszło dokładnie tak jak sobie wymyśliłam. Oczywiście cały projekt by się nie wydarzył, gdyby nie mój szwagier i w późniejszym etapie mąż, którym należą się ogromne podziękowania. Jest tylko jedna, malutka, rzecz, którą chciałabym zmienić i mam nadzieję, że niedługo mi się to uda. Mianowicie jest to pralka, której całym sercem i szczerze nie cierpię. I nie chodzi wcale o walory estetyczne (no dobra, może trochę). Moim marzeniem jest ta oto przecudnej urody pralko-suszarka Samsunga…

Mam nadzieję, że spodobała Ci się moja kolejna metamorfoza. To był jeden z większych realizacji w moim domu i potrwał łącznie około dwóch tygodni. Jeśli jesteś ciekawa kosztów takiego projektu, śmiało pisz, postaram się odpowiedzieć, póki jeszcze pamiętam. Już niedługo zabieram się za następny równie duży projekt, tym razem będzie dotyczył naszego miejsca na zewnątrz.
Tymczasem życzę Ci udanego tygodnia i do zobaczenia już za tydzień.