Czas się chyba trochę wytłumaczyć.

Ostatnie tygodnie grudnia to dla mnie niełatwy okres. Nie wchodząc w szczegóły, po zdiagnozowaniu jednej choroby, złapałam wirusa, który spowodował, że na ponad tydzień zostałam totalnie wyłączona z życia. I dobrze! Wiesz czemu? Nie dlatego, że jestem masochistką. Teraz już wiem, że potrzebowałam odłączenia się od tego, co się dzieje wirtualnym świecie i skupienia się na rzeczywistości. Zazwyczaj, gdy po chorobie zaczynamy czuć się lepiej, doceniamy to, jak miło jest się czuć dobrze. Znasz to uczucie? Ja ze swojej wychodziłam do 1 stycznia i byłam już nią naprawdę zmęczona. Przez ten czas przez moją głowę przeszło miliony różnych myśli, przemyśleń, podsumowań i zdążyłam zrozumień naprawdę wiele oczywistych rzeczy, które dziwnym trafem dopiero do mnie dotarły.

Ja: “O Boże, nie dam rady napisać dziś posta!”
Druga Ja: “Trudno! Ledwo wstajesz z łóżka, a co dopiero napisanie posta.”
Ja: “No tak, ale przecież ja muszę…”
Druga ja: “Nie, właśnie, że nie musisz…”

No i tak sobie rozmawiam sama ze sobą. Niestety, nie zawsze ta racjonalna i rozsądna strona mojej osobowości wygrywa. Tym razem brak sił wygrał. Po co Ci to mówię? Po to, żebyś była mądrzejsza ode mnie i nie próbowała pracować tak, żeby w końcu zabrakło Ci sił. Nie o to przecież chodzi, prawda?

A teraz, mój 2017 r.

Podsumowanie 2017 roku najchętniej zaczęłabym gdzieś od końcówki maja. Wcześniejsze miesiące tego roku najchętniej wymazałabym z pamięci. Był to najgorszy okres w moim życiu i po cichu życzę sobie by 2018 był dużo, dużo lepszy. Pozwól więc, że do pierwszych 5-ciu miesięcy ubiegłego roku wracać nie będę.

+

Zakładając bloga w kwietniu 2017 roku mój cel był jeden: zająć czymś myśli i ręce po stracie mojej Tekluśki. Od dawna chodziło to po mojej głowie, jednak nigdy jakoś nie nastąpił odpowiedni moment. Gdy już zaczęłam, jak zwykle, chciałam dać z siebie wszystko. I dałam. Pisanie dawało i nadal daje mi mnóstwo satysfakcji, jednak cel się zmienił. Nie chcę już pisać tylko dla Ciebie, dla was. Chcę też pisać dla siebie, dla wspomnień, dla pisania. Jednak po ośmiu miesiącach blogowania, zauważyłam, że czasami posty pisane są w pośpiechu, nie zawsze mam czas na robienie zdjęć, popełniam błędy, a mentalność perfekcjonistki mnie za to kamienuje. No więc przyszła kryska na matyska i jak to w życiu bywa, decyzja podjęła się w sumie nieświadomie i postów przez ostatnie tygodnie nie było. I czuję, że to była mądra decyzja.  Magnifika była w 2017 roku moim wybawieniem i dzięki niej bardzo dużo nauczyłam się o blogowaniu (nie jest takie proste jak się wydaje), o pisaniu, pisaniu ze zrozumieniem, jeszcze więcej o fotografii, ale przede wszystkim o sobie. O zmianach i planach  w następnym poście.

+

Tak jak poznałam siebie w ubiegłym roku, to chyba przez ostatnie 30 lat mi się nie udało. To wszystko dzięki nauce wdzięczności i byciu uważnym. Zrozumiałam jak dużo mam w życiu, jak dobrze mi się wiedzie, jaka jestem szczęśliwa, mimo, że nie mam milionów i życie czasami rzuca mi kłody pod nogi. Mam za to coś o wiele ważniejszego niż wszystkie dobra materialne i tak jak w 2017 roku tak i w 2018 moim priorytetem będzie wdzięczność za to, co mam i docenienie ludzi, których kocham. Tak jak już pisałam, to nie był dobry rok, a przynajmniej pierwsza połowa. Opuściłam głowę trochę niżej, tak by nie bujać w chmurach i żyć dniem jutrzejszym, a stąpać bardziej twardo po ziemi, być większą realistką, ale również z nadzieją i spokojem witać każdy nowy dzień.

+

Patrząc na posty napisane od początku istnienia bloga, czuję jeszcze większą wdzięczność. Lubię czasami do nich wracać. Powstanie Magnifiki było chyba moim najlepszym zrealizowanym pomysłem w 2017 roku. Tym bardziej też nie mogę się doczekać nowych postów, które chcę napisać. O tym również już niedługo.

+

Podróże, których zawsze czuję niedosyt. W maju Madera, w lipcu i sierpniu Polska, w październiku Sycylia, w grudniu jeszcze raz Polska. Mówiłam już o tym nie raz, ale nie wyobrażam sobie życia bez podróży. Jest na świecie tyle pięknych miejsc, gdybym mogła odwiedziłabym każde jedno. Jestem bardzo wdzięczna, że mam możliwość podróżowania. To jedna z moich największych pasji.


+

Ulubione wpisy na blogu to zdecydowanie podróże i metamorfozy. Kilka z nich poniżej:

Pamiętnik z Madery cz.1

Pamiętnik z Madery cz. 2

Przed i po – salon

Przed i po- biuro

Praca nad blogiem to nie tylko pisanie postów, o czym przekonałam się dosyć szybko. To również robienie zdjęć, zdobywanie wiedzy, poszerzanie własnych horyzontów, nauka nowych rzeczy.  I ta część pracy blogerki podoba mi się najbardziej. W zależności od tematyki, masz szansę rozwijać się, pomagać innym, czerpać ogromną satysfakcję z tej ciężkiej pracy. Moja lista osiągnięć blogowych może nie jest imponująca, ale dla mnie, osoby pracującej na prawie 1,5 etatu, to i tak dużo. I tak:

  1. Byłam na pokazie Ideal Home Show w Londynie- bardzo fajne doświadczenie, zaczerpnęłam dużo inspiracji.
  2. Sama nauczyłam się obsługiwać Word Press. Jeszcze dużo nauki przede mną.
  3. Ukończyłam kurs Uli Phelep “21 dni do lepszego blogowania”, który otworzył mi oczy na niektóre techniczne kwestie związane z blogowaniem.
  4. Zrobiłam zdecydowanie więcej zdjęć niż w 2016 roku,  poznałam swój aparat jeszcze lepiej. Spróbowałam zdjęć na innym obiektywie. To był jeden z głównych celów przy zakładaniu bloga. Mogę również przyznać, że to najbardziej czasochłonna strona blogowania.
  5. Ukończyłam kurs “Leadership”, który był dosyć intensywny i trwał pół roku. Mimo, że tematyka średnio związana z blogiem, to bardzo dużo wiedzy zdobytej na kursie wykorzystuję właśnie w pracy nad blogiem.
  6. Stworzyłam swój pierwszy produkt na blogu: Planner Pakowania, z którego jestem bardzo dumna. Możesz go ściągnąć na stronie głównej. Ja używam go za każdym razem, gdy się pakuję i bardzo ułatwia mi tą jedyną nieprzyjemną część przygotowań do wyjazdu.
  7. Próbowałam sporo nowych przepisów, również na potrzeby bloga, by móc się z Tobą nimi podzielić. Zaowocowało to poszerzeniem mojego menu o dużo zdrowych przepisów.

Po drodze było kilka kamyków, o które się potknęłam, kilka złych decyzji i źle przemyślanych strategii. To wszystko jednak nie ma znaczenia, o ile wyciągnę wnioski i więcej tych samych błędów nie popełnię.

Taki właśnie był mój nie tylko blogowy rok. Już niedługo podzielę się z wami moimi celami na 2018 rok.