Dzisiaj, opowiem Ci bajkę o najpiękniejszych plażach na świecie.

Za górami, lasami i oceanami, w przepięknej krainie, pomiędzy dwoma kontynentami, znajduje się malutka wysepka. Jedna z wielu, choć swoją urodą, wyróżnia się na tle innych. Gdzie rozmowy toczą się w jednym z najpiękniejszych języków na świecie, po francusku. Gdzie znajdziesz zachwycające dech w piersi krajobrazy, zielone i gęste lasy, a także plaże. Plaże, które słyną z białych piasków, czystych i ciepłych wód, a także palm, których cień niesie ukojenie od żaru tropikalnego słońca. Tak, zgadłaś. Ta opowieść jest właśnie o Gwadelupie.

Przed Gwadelupą, na Karaibach byłam tylko raz. I ten jeden, jedyny raz wystarczył, żebym zakochała się w tym , co Karaiby mają do zaoferowania. Wiedziałam, że jeszcze tam wrócę. Owszem, w Europie pięknych miejsc jest mnóstwo. Są białe plaże, palmy, słońce. Musisz mi jednak uwierzyć na słowo, że Ameryka Środkowa to zupełnie inna bajka. Byłam już w wielu miejscach i biorąc pełną odpowiedzialność za to, co teraz powiem, choćbyś szukała z lupą, w Europie takich plaż nie znajdziesz.

Na Gwadelupie plaż nie brakuje. Zwiedziliśmy ich tak dużo, że nie wiem, czy będę w stanie wymienić je wszystkie. Postaram się, a jak mi nie wyjdzie, to jestem pewna, że zdjęcia powiedzą wszystko…

Pierwsza plaża Petit-Havre , do której mieliśmy 5 minut spacerem niestety nie zrobiła na nas najlepszego wrażenia. Nie wiem, co było tego przyczyną, ale tuż przy brzegu był brudny, brzydko pachnący osad. Na szczęście w zanadrzu mieliśmy jeszcze mnóstwo innych plaż, a na tamtą już nie wróciliśmy. Zdjęć również nie było warto robić.

La Caravelle– to druga plaża, którą odwiedziliśmy jeszcze pierwszego dnia naszego pobytu.  Pięknie położona, z cudownymi palmami. Zachód słońca wyglądał tam przepięknie. Temperatura wody sięgała 27 stopni. Raj na ziemi…

La Réserve Cousteau-  żeby dotrzeć w to przepiękne miejsce, trzeba było wypożyczyć kajaki i wybrać się w 15-minutową podróż. Było warto!

Kolejny przepiękny wieczór uwieńczony jeszcze piękniejszym zachodem słońca….

Na tej plaży byliśmy najczęściej. Chyba nikt nie musi pytać, dlaczego..?

Czy warto się powtarzać i kolejny raz wspominać, jak piękne były te plaże, jak piasek miękki i biały, a woda czysta i ciepła…? Wydaje mi się to zbędne. Muszę jednak dodać, że w całym swoim życiu nie widziałam jeszcze takiej ilości piękna natury w jednym miejscu. Gwadelupa jest tak zróżnicowana, że każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie. Poza najpiękniejszymi plażami, są tu miejsca do aktywnego wypoczynku jak wyprawa na wulkan, czy wodospady, klify, muzeum rumu, czy też zwiedzenie plantacji bananowych, ale o tym więcej w kolejnym poście.

Tak, tak. Gwadelupa była przez nas żartobliwie nazywana: Guantanamo, a nawet guacamole:) Takie też koszulki zrobiliśmy sobie na nasz wyjazd ( na jednym ze zdjęć z poprzedniego wpisu widać ten napis).

 

Kolejne cudne miejsce, to plaża Grande-Anse. Tu spędziliśmy jeszcze jedno wspaniałe popołudnie.

Nie myśl jednak, że cały pobyt na Gwadelupie spędziliśmy na plażach. O nie! Już za tydzień opowiem Ci trochę więcej o tym, co jeszcze udało nam się zobaczyć, jak aktywnie spędzaliśmy większość dni. Do usłyszenia niedługo.