W niedzielne pochmurne angielskie popołudnie, gdy w bluzie i dresie maluję płot, wracam myślami do moich podróży. Lubię te wspomnienia wszystkich pięknych miejsc, które zdążyłam w swoim życiu odwiedzić. Wspominam pyszne jedzenie i totalny luz życia na Jamajce, najdrobniejszy biały piasek  plaż kenijskich, moją ukochaną Barcelonę, górzystą Chorwację, Wenecję jesienną porą, Rio i spełnienie marzenia z mojego dzieciństwa, a także mnóstwo innych mniejszych i większych podróży. Podróżowanie to moja pasja i gdyby nie to jak bardzo kocham swój domek, mogłabym pewnie rozważyć podróżowanie jako sposób na życie.

Wiem, że nie wszyscy muszą kochać podróżowanie. Dla mnie jednak jest to najłatwiejszy i najbardziej przyjemny sposób na naukę o świecie, kulturach, tradycjach, a także naukę tolerancji i docenianie własnego szczęścia. Nie raz widziałam biedę tak przerażającą, że łzy leciały ciurkiem, bogactwo tak ogromne, że przekraczało granice rozsądku, miejsca tak piękne, że ze wzruszenia zabierało mi mowę, a także tak zrujnowane i zaniedbane, że przerażała mnie ludzka głupota. Całe to doświadczenie wynika właśnie z podróżowania, którego zawsze mi mało.

Gwadelupa jest miejscem, które można pokochać całym sercem. Jest to wyspa tak zróżnicowana pod względem możliwości spędzenia czasu, że nie ma chwili na nudę czy bierny odpoczynek. Roślinność, widoki, zwierzęta, plaże i wiele, wiele innych. Spójrzcie tylko na zdjęcia poniżej…

Jedzenie nie należało do moich faworytów. Niby mieszanka kreolska z karaibską, ale spodziewałam się większego wow. Owszem, trafiły się produkty, których wcześniej nie widziałam, musiałam też podotykać moje ukochane drzewka mango, spróbować ulubionych lodów w smakach, których nie ma w Europie. Niestety, a może i stety, większość posiłków przyrządzaliśmy sami, tak jak na zdjęciu ze śniadaniem. Tutaj, muszę wspomnieć o bardzo popularnym na Gwadelupie dżemie kokosowym. Idealne do naleśników:)

 

Czy muszę mówić, że oglądając te zdjęcia, czuję, że mogłabym, tak jak siedzę, wyjść z domu i pojechać gdzieś w świat? Uwielbiam tę ekscytację nowymi miejscami, próbowanie nowych rzeczy, testowanie jedzenia, lokalnej kawy i oczywiście lodów.

Tak właśnie z moją przyjaciółką wybrałyśmy się wspinać na wulkan La Soufriere ….Na szczęście obie pary Conversów się doprały:)

Chute du CarbetZapierający dech w piersi jeden z trzech wodospadów… (na zdj. wodospad nr 2)

 

Obowiązkowe miejsce do odwiedzenia dla każdego (mhm) miłośnika rumu!

 

I tą garstką ostatnich już zdjęć z Gwadelupy, kończę mój pamiętnik z kolejnej podróży. Dużo myśli, planów i wspomnień krąży po mojej głowie i tak jak już wspomniałam, mogłabym choćby zaraz, wyruszyć w kolejną podróż.

Już niedługo podzielę się z Tobą następną metamorfozą, którą planowałam od bardzo dawna. Jest to trochę dłużej trwający projekt, nie wiem nawet, kiedy uda nam się go skończyć. A wiesz co jest najgorsze w projektach? To, że jeden się w kończy, a w jego miejsce wchodzą trzy kolejne…