Hej. Niedawno wróciłam z jednych z najpiękniejszych wakacji w moim życiu. Na to określenie złożyło się kilka powodów. 1- byłam w raju, 2-byłam tam 10 cudownych dni i zdążyłam porządnie wypocząć 3- i najważniejsze- byłam tam z ludźmi, których kocham! Zapraszam Cię na pamiętnik z Gwadelupy, czyli mojej kolejnej wyprawy. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

Tym razem postanowiłam zrobić go troszeczkę inaczej. Nie będę Ci opowiadała, co robiłam dzień po dniu. Skupię się bardziej na różnej tematyce, jak: jedzenie, miejsca, atrakcje, itd. Jedyne, przed czym muszę Cię ostrzec to ilość zdjęć. Gwadelupa zasługuje na trzy wpisy i tak też zrobię. Ten dzisiejszy będzie ogólnym zbiorem informacji, wskazówek, co mi się podobało, a co nie do końca.

DECYZJA

Wybór naszych wielkanocnych wakacji nie był wcale taki prosty. Bardzo zależało nam na tym, żeby było egzotycznie, pięknie, słonecznie. No i dodatkowy warunek to czysta i ciepła woda w morzu:) Gwadelupa jest jedną z 8 wysp zamorskiego terytorium Francji. Oznacza to, że na tę wyspę znajdującą się w Ameryce Środkowej możesz polecieć z dowodem. Walutą jest Euro, język urzędowy francuski. Klimat podrównikowy, występują tu dwie pory roku sucha i deszczowa. Najlepszy moment na wakacje to grudzień-kwiecień. Później zaczyna lać. My byliśmy świadkiem kilku konkretnych ulew: pierwszego dnia… i dwóch nocy.

Nasza podróż zaczęła się od Paryża skąd mieliśmy bezpośredni lot do Pointe-e Pietre, trwający prawie 9 godzin. Muszę przyznać, że jestem zawiedziona liniami XL airways.. miejsca między siedzeniami było tyle, co w Wizzairze. Na szczęście, jak się podróżuje z wariatami, to czas leci szybko i przyjemnie. Koniec końców nie dostaliśmy żadnej kary pieniężnej, więc chyba nie zachowywaliśmy się tak źle.

 

Mieszkanie z pięknym tarasem wynajęliśmy przez Airbnb. Wszystkie śniadania i większość kolacji jadaliśmy w domu. Dlaczego? Dlatego, że 1. było nam wygodniej, 2. taniej, 3. w miejscu, w którym mieszkaliśmy dostęp do restauracji był troszkę, hm że tak powiem, utrudniony. Nie wiem, co zrobilibyśmy bez wypożyczonego auta. Na pewno nie udałoby nam się zwiedzić aż takiej ilości miejsc.

Gwadelupa to nie jest miejsce na wypoczynek all inclusive. Zwiedziliśmy większą część wyspy i w oczy rzucił mi się tylko jeden hotel przy plaży (z tych wszystkich, które zwiedziliśmy, a już z następnego wpisu dowiecie się, że było ich sporo).  Większość naszych dni wyglądała tak, że niespiesznie jedliśmy śniadanie na tarasie, a potem wybieraliśmy się w podróż we wcześniej wybrane miejsce.

 

UWAGA! RADY!

Jeśli chcesz się wybrać na Gwadelupę, to:
1. Uzbrój się w cierpliwość.
Myślę, że wynika to trochę z Karaibskiego stylu życia. O, tam to dopiero jest SLOW LIFE. Jedzenia w restauracji nie dostaniesz szybciej niż po godzinie. Nawet jeśli wybierzesz się na uliczną szamę i bardzo popularnego tam “Bokita”, czyli w skrócie bułeczkę drożdżową na ciepło z różnymi dodatkami: kurczakiem, rybą, serem, szynką, warzywami. Dlatego zaraz po zjedzeniu śniadania radzę już planować obiad :))

2. Ucz się francuskiego.
W restauracjach na próżno szukać angielskiego menu czy osoby mówiącej po angielsku. Wiem, wiem. To się nazywa ignorancja turystyczna… ale! Nawet w miejscach, w których można było wykupić wycieczkę łódką na delfiny, wszystkie informacje były napisane po francusku. I! nawet jeśli lokalsi widzą i wiedzą, że nie mówisz po francusku, i tak będą uparcie próbować ci coś wytłumaczyć właśnie w ich ojczystym języku.

3. Przygotuj się mentalnie na…drożyznę.
Tak, ceny na Gwadelupie są powiedziałabym, typowo francuskie. Jest jeden, malutki, a jakże istotny wyjątek. Lokalny rum! Można go kupić za 7 Euro za półlitrową butelkę!!! Nie pytaj nawet, ile litrów rumu mój mąż musiał przywieźć ze sobą do domu…

4. Przygotuj się mentalnie na niewyobrażalną ilość piękna.
Jak już pisałam, Gwadelupa jest przepiękna, zaczynając od rajskich plaż, przez wodospady i wulkany, po piękne tropikalne lasy. Ochów i achów nie było końca. Drzewa bananowe, mango, kokosowe rosnące wszędzie, cudowne tropikalne kolory, pogoda marzenie i woda w morzu ciepła i przejrzysta.

 

Już niedługo zaproszę Cię na kolejną odsłonę mojego pamiętnika z Karaibów.