Wszyscy biegają, potykają się o siebie, nie mają czasu by dostrzec to, co się dzieje dookoła. Perfekcjonizm nas w końcu zabije. Dlaczego?

Jako walcząca z nałogiem perfekcjonistka, muszę Ci zdradzić, że mam tego serdecznie dość. Co chwila toczy się w mojej głowie wojna, gdy np. chcąc w spokoju poczytać książkę, widzę na dywanie paproszki, na parapecie kurz, czy w zlewie gary do zmycia po obiedzie…No nie potrafię się skupić na zrelaksowaniu, jeśli jest jeszcze do zrobienia choćby jedna mała rzecz, choćby jedno mało ważne zadanie. No i co? No i w końcu ulegam, biorę odkurzacz, przecieram parapet, a przy okazji zaczynam układać ubrania w szafie, czy wyciągam stertę ubrań do prasowania. Dość tego!

Jednym z moich postanowień w tym roku jest zwolnienie tempa: w życiu, pracy, codzienności. Dni mijają jak szalone, a ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam na spacerze. Prawdą jest, że wychodzenie do pracy, gdy jest jeszcze ciemno i powroty z pracy, gdy już jest ciemno nie sprzyjają spacerom, ale na szczęście każdy kolejny dzień jest już coraz dłuższy.

“Perfekcjonizm jest jak ciągłe gonienie królika”

Jeszcze kilka lat temu z dumą w głosie stwierdziłabym, że jestem perfekcjonistką. Wszystkie książki Anthea Turner i naszej polskiej Małgosi Rozenek znajdują się na mojej półce z książkami. Obecnie, czuję, że ta kiedyś zaleta to obecnie moja wada, z którą jak na razie bezskutecznie walczę. Dlaczego uważam, że perfekcjonizm jest zły?

  1. Perfekcjonista nigdy nie osiągnie pełni zadowolenia z siebie czy wykonywanych przez siebie zadań, bo zawsze będzie uważał, że można coś poprawić, ulepszyć.
  2. Perfekcjonizm odbiera radość z wykonywania poszczególnych czynności, gdyż liczy się tylko efekt końcowy, a ten nigdy go nie zadowoli.
  3. Perfekcjonista chce wszystko na 100% albo wcale, nigdy nie zadowoli się półśrodkiem. Jeśli śpiewać to tylko jak Adele, jeśli grać w nogę, to tylko jak Messi, itd.
  4. Perfekcjonista nigdy nie jest dumny z siebie i swoich osiągnięć.
  5. Perfekcjonista to również zazwyczaj pracoholik i multi zadaniowiec.
  6. P. bardzo często nie potrafi sobie wybaczyć błędu, nawet najmniejszego.
  7. P. uwielbia rywalizować, ale nie umie przegrywać.

W wyścigu szczurów każdy walczy o lepsze miejsce na podium, każdy chce więcej, lepiej, szybciej. I tak gonimy przez całe życie, aż (o ile dożyjemy) w wieku 67 lat uświadamiamy sobie, że życie nam umknęło przed oczami. Gdy w końcu nadejdzie ten wyczekiwany moment życia, ukochana emerytura (daj boże, żeby wystarczyło na życie), zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy już piękni i młodzi, a większości z naszych marzeń już po prostu fizycznie nie damy rady spełnić. Ja wyścigi lubię, ale z tego akurat się wypisuję. Mogę spokojnie podpisać się swoim imieniem pod tymi 7 powyższymi punktami, ale! uważam, że jestem na dobrej drodze, gdyż pierwszy punkt w walce to uświadomienie sobie istnienia problemu.

Chcesz wiedzieć, co mi pomaga?

– wspomniane już milion razy ćwiczenie wdzięczności; możesz do tego użyć aplikacji 5 minute Journal albo zwykłego notesu;
– medytacja, która nie tylko wycisza i uspokaja, ale daje nam do myślenia; nagle zaczynasz sobie zdawać sprawę, że to co w życiu najważniejsze, nie jest Ci dane na zawsze, więc najwyższa pora to docenić;
– hamowanie się, czyli świadome podejmowanie decyzji, dokonywanie selekcji w tym, co robisz, bo być może połowa Twoich codziennych zadań tak naprawdę nie ma zbyt wielkiego znaczenia;
– ustalenie priorytetów w życiu: tutaj Ci nie pomogę, musisz sama się z tym zmierzyć;

To wszystko na dzisiaj. Ja zmykam poczytać książkę. Usiądę w fotelu, nałożę okulary i nawet na sekundę nie spojrzę na dywan, czy parapet. A co!