Po wielu miesiącach marudzenia, nadszedł czas, żeby odświeżyć kuchnię. Jak pisałam już w ostatnim poście z cyklu przed i po, nie było wiele rzeczy, które chciałam zmienić w kuchni. Meble na wymiar i zabudowane sprzęty nie zostawiały mi wielkiego pola do popisu. Kolor ścian również mi odpowiadał. Zmieniliśmy żyrandol i zamiast lustra na ścianie z tapetą, pojawiła się półka na drobiazgi. Jedynie trzy rzeczy musiały ulec zmianie, z których udało mi się zrealizować dwie. I o tym Ci dziś opowiem. Zapraszam na długo wyczekiwany post o małej metamorfozie kuchni.

Widzicie te plamy?!

Poniżej na zdjęciach kuchnia przed remontem i w trakcie. Można by rzec, że nie ma się do czego przyczepić. Ja jednak bardzo, ale to bardzo potrzebowałam na ścianie nad blatami czegoś więcej niż farby. Ściany te brudziły się w zastraszającym tempie, a położona w tych miejscach farba, z której nie można było zmyć plam, nie pomagała. Moja frustracja rosła z każdym dniem, a wizja perfekcyjnie czystej kuchni odchodziła w dal wraz z każdą kolejną plamką. Z opresji uratował mnie szwagier- złota rączka, który był na tyle uprzejmy, by wspomóc nasze cztery lewe ręce. Dostał więc długą listę zadań i się zaczęło. 

Czy muszę wspominać, jak bardzo nie cierpię remontów? Wszechobecny kurz, który dostawał się do wszystkich pomieszczeń w domu, bałagan, porozrzucane narzędzia i ja przekładająca rzeczy z miejsca na miejsce. Następnym razem wyprowadzam się na czas trwania remontu.

Wiem, wiem, wszyscy mają taką cegiełkę, ale mi się ona podoba i tyle. Mój jedyny wkład w pracę przy płytkach to ich wybór i podjęcie decyzji o kolorze fugi. Ah, no i sprzątanie po całym bałaganie, które zajęło mi kilka dni…

Na metamorfozę kuchni złożyły się nie tylko kafelki, ale i …..(werble) zmywarka!!! Koniec męczarni mojego męża. Już nie stoi godzinami przy zlewie, już nie marnuje połowy swojego życia na zmywanie garów. W końcu mamy wymarzoną, wyczekaną, upragnioną zmywarkę. Swoją drogą, w życiu nie powiedziałabym, że aż tak będę się cieszyła ze sprzętu AGD. Nie wiem też, jak do tej pory wytrzymaliśmy bez niej. To prawdziwy “life saviour”. Szczęście w nieszczęściu, bo nie mieliśmy wystarczającej ilości miejsca na pralkę i zmywarkę, no więc ta druga musiała wylądować w miejsce pierwszej, a co za tym idzie, pralka musiała znaleźć nowe miejsce. Plan był już obmyślony, więc pralka została wyeksmitowana do łazienki/garderoby. Czy to ma w ogóle sens?:) Ja najchętniej wyrzuciłabym ją na zbity pysk, ale jeszcze nie mogę.  O przenosinach pralki do garderoby opowiem Ci jak już projekt będzie skończony.

Jestem bardzo zadowolona z płytek i zmywarki. Kolejna rzecz na mojej długiej liście projektów, odhaczona. Kuchnia wygląda o wiele lepiej, a przez to, że płytki są błyszczące, jest też jaśniejsza. I właśnie w tym momencie pomyślałam o dodatkowym świetle zamontowanym od spodu wiszących szafek… Moja wyobraźnia i pomysły mnie kiedyś wykończą. Jak to z projektami domowymi bywa, jeden się kończy, a w jego miejsce pojawiają się dwa kolejne pomysły. Będę je jednak musiała odłożyć na przyszły rok, gdyż w tym już chyba nie zdążę. Swoją drogą, czy u Ciebie okres przedświąteczny również jest tak stresujący? Na szczęście niedługo przede mną kolejny wyjazd świąteczny, na który już nie mogę się doczekać. A jak Ty spędzasz w tym roku święta Bożego Narodzenia?