Bardzo ważne stało się dla mnie bycie tu i teraz. Slow life, slow food, slow fashion i tak dalej. Doświadczać wszystko to, co dzieje się w danej chwili. Cieszyć się każdą chwilą, miłym momentem, uśmiechem, pocałunkiem, teraźniejszością. I mimo, że planowanie i organizacja nadal są moją pasją, to przestałam stresować się, jeśli coś idzie nie po mojej myśli. Nie zamartwiam się, jeśli czegoś nie zdążę, nie siedzę po nocach, żeby tylko odhaczyć jeszcze jedną rzecz z mojej zawsze długiej listy zadań. I lubię ten luz. I chce mi się bardziej. I chce mi się intensywniej. I po prostu mi się chce.

“Wherever you are
be all there”. Jim Elliot

 

Jest to dla mnie bardzo nowe, świeże i ekscytujące. Wiem, że nie odkryłam Ameryki. Wiem, że ludzie celebrujący to, co dzieje się w danej chwili są bardziej uważni i szczęśliwi. Ja jestem uważna i jestem szczęśliwa. Nawet jeśli ten post miał się pojawić tydzień temu, nie obgryzam z tego powodu paznokci. Tu i teraz -mój mąż montuje rolety w salonie, ja słucham Ani Dąbrowskiej i piszę do Ciebie. Albo może piszę do siebie. I jest mi dobrze.

Dużą zasługą mojego ostatnio odkrytego spokoju ducha jest regularna medytacja. Ktoś, kto nigdy nie spróbował, na pewno teraz powie, że to dobre dla tych, co mają dużo wolnego czasu. Być może. Ja uważam, że to tylko kwestia priorytetów. Nikt, i powtarzam to głośno, nikt nie jest ważniejszy ode mnie samej. Egoistka? Nie sądzę. Świadoma swoich potrzeb kobieta- owszem!

“Be there for others, but never leave yourself behind”.

I to wcale nie znaczy, że po moim niebie biegają jednorożce, a każdy zachód słońca jest  tak piękny i różowy jak na zdjęciach. Oj wcale tak nie jest. Szczęście jest drogą, nie celem.