Spojrzałam na moją listę, skrupulatnie i na bieżąco uzupełnianą o kolejne pozycje, które mogą trafić do wpisu o ulubieńcach miesiąca i aż sama się zdziwiłam, że jest ich aż tyle. Zrobiłam zatem ostateczny przegląd i koniec końców wybrałam 6 najważniejszych. Wpadłam również na pomysł, że w tym miesiącu napiszę Ci tak dla odmiany, również moich nie-ulubieńców, czyli wszystko to, co stanęło mi na drodze, szczególnie się nie spodobało lub utrudniło życie, ale mimo to udało mim się wyjść na plus. Co Ty na to?

Ulubieńcy miesiąca: październik

  1. Podróż na Sycylię
    Jeśli zaglądasz na mojego instagrama lub facebooka  to wiesz, że pod koniec października wybrałam się na Sycylię. Miejsce to od dawien dawna było na mojej liście miejsc do odwiedzenia, aż w końcu się udało. Uwielbiam podróżować, ale uwielbiam też powroty z wakacji bo zdążę wówczas stęsknić się za moim domkiem i cieszę się z niego jeszcze bardziej. Na temat Sycylii pojawi się niedługo oddzielny wpis, dlatego dzisiaj powiem Ci tylko tyle, że to miejsce warte jest odwiedzenia. No spójrz choćby na to klimatyczne zdjęcie.
  2. Kurs Urszuli Phelep- 21 dni do lepszego bloga
    Do końca kursu zostały mi jeszcze dwie lekcje, ale już jest wiem, że mogę go zaliczyć do moich ulubieńców miesiąca. Z tego, co się orientuję, nie można już kupić tego kursu, ale wiem wam, że Ula szykuje dla swoich czytelników coś nowego. Sposób w jaki opowiada o sposobach na lepsze prowadzenie bloga jest bardzo przystępny, łatwo i przyjemnie słucha się jej głosu. Nie odkryłam Eureki podczas tego kursu, ale dowiedziałam się sporo nowych rzeczy, a kilka wskazówek na pewno wprowadzę w życie. Kurs wart swojej ceny.
  3. Książka – Blondynka nad Gangesem, Beata Pawlikowska
    Dostałam ją na urodziny od bliskiej mi osoby i myślałam, że będzie musiała cierpliwie poczekać na swoją kolej. Okazja do jej przeczytania nadeszła dosyć szybko bo w podróż postanowiłam wziąć ze sobą książkę o podróżach. Bardzo fajna książka z fabułą. Już dawno nie zapisałam z jednej książki aż tylu cytatów. Polecam.

    “Podróżowanie to nieustanna nauka czegoś nowego. Kiedy już myślisz, że coś znasz i rozumiesz, życie od razu popycha Cię do miejsca, gdzie wszystkie znane Ci zasady nie istnieją. Bo w gruncie rzeczy nie ma zasad. Nie ma niczego takiego, co można by uznać za <normalne> i oczywiste w danej sytuacji. To może być normalne tylko w odniesieniu do konkretnego przypadku, a ludzie odruchowo przyjmują, że jeśli tak jest zawsze w miejscach, które znamy, to znaczy, że tak jest wszędzie.(…) I w podróży jest oczywiście tak jak w życiu.”

  4. Mój nowy, wymarzony telefon, Samsung Galaxy S8
    Podglądałam u innych, czytałam recenzje i oglądałam filmiki na youtubie. Nie byłam przekonana, czy jakikolwiek telefon jest wart takich pieniędzy. Najbardziej zależało mi na dobrym aparacie. Nie zawsze mam przy sobie swojego Nikona, a chwile są ulotne. Nie ukrywam, że wygląd telefonu też miał znaczenie przy wyborze, ale łatwa i szybka obsługa i funkcjonalność również były ważne. Po niecałym miesiącu używania, jestem zachwycona. Słyszałam, że ludzie dzielą się na użytkowników Androida lub Appla. Ja zdecydowanie należę do miłośników Samsungów S8. Poniżej kilka zdjęć zrobionych właśnie tym telefonem. 



  5. Aktywność fizyczna
    Jak już wspominałam, wrzesień i październik był dla mnie miesiącem powrotu do regularnych treningów, świadomych wyborów żywieniowych i ogólnego zwrotu na “dobrą drogę”:)) W październiku zauważyłam jak bardzo (na lepsze), zmieniła się moja kondycja. Regularne treningi dosyć szybko weszły mi w krew, ale nie zawsze miałam siłę i chęć, żeby “dociągnąć” do końca Bikini, Skalpela Wyzwanie czy też Turbo Wyzwanie (dla niewtajemniczonych- to treningi Ewki). Teraz, mogę zrobić je bez utarty oddechu, a czasami zastanawiam się, czy nie dołożyć jeszcze na koniec którejś 6 cio-minutówki (youtubowe treningi Ewki). Jestem z siebie bardzo zadowolona. Mhm!:)
  6. Ulubiony kanał na Youtube
    Alinę z Design Your Life oglądam z przerwami już od dobrych kilku lat. Z przerwami, bo nie zawsze jej filmiki wpasowywały się w moją ulubioną tematykę, ale ostatnio Alina wpadła na pomysł rozpoczęcia projektu D.O.M, czyli Domowej Organizacji Minimalistycznej. W ostatnim poście mówiłam wam, że mam w domu kilka miejsc, które wymagają reorganizacji. Lubię również, jeśli czegoś potrzebuję, to od razu wiem, gdzie to leży. Uporałam się już z dwoma szafkami, które spędzały mi sen z powiek. Teraz czas na zmianę szafy na jesienno-zimomwą i porządek w jednej z szaf w sypialni. Życzcie mi powodzenia…

A teraz czas na nie-ulubieńców miesiąca: październik
Odsłona nr 1

 

Tak gwoli wyjaśnienia, nie-ulubieńcy nie są po to, żeby pomarudzić, pożalić się na zły los, czy też zwalić na coś/kogoś winę za niepowodzenia. Nie. Nie-ulubieńcy są po to, żeby uświadamiać, że życie nie jest idealne, że każdemu zdarzają się chwile słabości, zwątpienia, złości czy smutku. Oczywiście nie każdy lubi się nimi chwalić, dzielić, czy w ogóle o nich rozmawiać. Ja uważam, że czasami dobrze o nich wspomnieć bo one po prostu są częścią życia, a czy odbierzesz je jako porażkę, karę od losu, czy też może lekcję, to wszystko zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Co o tym myślisz?

  1. Pająki
    W październiku na moim odludziu był dosłownie wysyp pająków. A ja pająków nie znoszę. Boję się ich, nie lubię na nie patrzeć, nie cierpię, gdy znajdują się w odległości mniejszej niż 10 metrów od mojego domu. Nawet teraz jak to piszę, to mam skrzywioną minę…I nie chodzi mi o te z chudymi, długimi odnóżami. Te jeszcze przeżyję. W całej (nie przesadzam) wiosce można było zaobserwować pająki wielkości dłoni (no dobra, tutaj już trochę dramatyzuję), które budowały pajęczyny w zawrotnym tempie. Mogłam wyczyścić cały dom dookoła popołudniu, a rano wychodząc do pracy były już z powrotem. Ohydztwo. Na szczęście robi się już zimno, więc się chowają. Obawiam się tylko jednego..Ł. mówi, że one chowają się do domów…
  2. Korki
    Nie wiedzieć czemu, październik obfitował w liczne korki w drodze do pracy, na szczęście nie spóźniłam się do pracy ani razu- jak już może wiesz, nie znoszę spóźnialstwa, a dobrą stroną dłuższego dojazdu było skończenie słuchania audiobooka.
  3. Turbulencje
    Jedyne, czego nie lubię w lataniu samolotami to lądowanie i turbulencje. Wiem, pewnie tak jak każdy. W drodze na Sycylię co chwilę wpadaliśmy w przestrzenie ruchów turbulencyjnych, a do tego lądowanie było chyba najgorsze w całej mojej historii latania samolotami (czego spodziewałam się po Maderze, ale nie po Sycylii). Wiał silny wiatr, który machał skrzydłami samolotu jak chciał, a jak uderzyliśmy kołami samolotu o ziemię, jestem pewna, że poszły iskry.. Przy życiu trzymała mnie jedynie myśl o pięknej Sycylii.
  4. Multitasking
    Walczę z tym codziennie i z jakiegoś powodu nie mogę sobie z tym poradzić. Zaczynam jedną rzecz, a myślami jestem już przy następnej. Nawet jeśli robię coś, co sprawia mi przyjemność, jak np pisanie do Ciebie, to moje myśli stopniowo zaczynają schodzić na inne tematy bo np tak jak teraz, słyszę jak Ł. zaczyna szykować kolację, na którą mamy dziś krewetki w czerwonym Thai curry sosie. I dlatego też, wybacz, ale kończę już moich comiesięcznych ulubieńców bo zapachy z kuchni nie pozwalają mi się dłużej skupić na pisaniu.

A jacy są Twoi nie-ulubieńcy?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz